Musisz być zalogowany, żeby móc zobaczyć tę stronę.

Blog planszówkowy

Artykuły

    WARHAMMER the Movie

    2011.04.01 10:50

    Znany portal filmowy IMDB umieścił ostatnio na swych stronach informację o tym, że studio New Line Cinema zakupiło prawa do stworzenia filmu z akcją osadzoną w popularnym świecie Warhammer Fantasy. Łącznie z tą informacją podano, że podpisano również umowę z Guillermo del Torro, który ma zająć się reżyserią obrazu. Podczas realizacji z twórcami filmu mają ściśle współpracować Games Workshop oraz, uwaga, Fantasy Flight Games. Potwierdzają to informacje umieszczone na stronach zarówno GW jak i FFG. Nie jest jeszcze dokładnie znany scenariusz, chociaż pogłoski mówią o planach dotyczących epickiej bitwy pomiędzy Siłami Porządku, a Siłami Zniszczenia. Film miałby trafić do kin w drugiej połowie 2012 roku.

    Komentarze

    Komentarze

    Img_0072_tiny Andrzej :

    Super! Film oparty na planszówce!


    002_tiny Raphus :

    Planszówce, bitewniaku, karciance, rpg. Coś na co czekam od dawna.


    Tornado_warning_tiny Trip :

    To dowcip kwietniowy czy serio, serio?


    002_tiny Raphus :

    W złożeniu miał to być prima aprilisowy żart, ALE NIKT GO NIE ZAUWAŻYŁ, bo wszyscy jakoś tego dnia szerokim łukiem mijali Planszę24 ;)))


    Zaloguj się aby dodać komentarz


    Primus inter pares

    2011.03.28 21:13

    Gra planszowa: Tribune

    Dlaczego "Tribune"? A to dlatego, że postanowiłem dla odmiany spóbować czegoś co nie jest ani kooperacyjnym ratowaniem świata, ani uszczuplaniem populacji potworów wszelakich. W związku z tym veni, vidi, vici - do sklepu przybyłem, "Tribune" zobaczyłem i zakupiłem oraz zwyciężyłem, a właściwie to przegrałem pierwszą rozgrywkę. Ale po kolei.

    Nuda veritas (Naga prawda)

    Pudełko, jak przystało na standardy, do których przyzwyczaił nas FFG, jest duże, solidne i ozdobione klimatyczną grafiką. Jeden rzut oka na nie i wiemy, że mamy do czynienia z grą traktującą o polityce starożytnego Rzymu. Ale bez obaw, gra, w przeciwieństwie do owej polityki, nie jest tak skomplikowana i nie pozbawia graczy życia ;) W pudełku znajdujemy porządnie wykonana planszę, z polami na karty pomysłowo wkomponowanymi w wizerunki klasycznych budowli oraz oczywiście resztę elementów, czyli masę kart, żetonów i pionki. Wszystko to wykonane jest bardzo ładnie z przejrzystymi i łatwymi do odczytania symbolami. Dodatkowo pudło wyposażone jest w wytłoczkę przydatną przy utrzymaniu komponentów posegregowanych i w należytym porządku. Cieszy również fakt, że niektóre żetony są w większej ilości niż niezbędne jest do prowadzenia rozgrywki, ma się w ten sposób zawsze jakieś zapasowe w przypadku zgubienia. Ale nie wszystko jest tak różowe, czy raczej purpurowe niczym szaty cesarza. Karty mają niestandardową wielkość i praktycznie nie ma dostepnych na rynku koszulek, które by do nich pasowały. Karty rodzin natomiast są trochę zbyt cienkie i giętkie, jak na ich wielkość, choć nie jest to specjalnie problemem. Kolejną rzeczą jest znacznik rydwanu, który po złożeniu jest troszkę za duży. Sądzę, że z powodzeniem można go było zastąpić czymś mniejszym, na przykład wykonanym z jednego kawałka drewna znacznikiem w odpowiednim kształcie. Więcej grzechów nie zauważyłem, choć pewnie i tak się za bardzo czepiam tych zauważonych ;) Uzupełnieniem całości jest oczywiście instrukcja, która została napisana zrozumiale i z przykładami. Dystrybutor w Polsce dorzuca również instrukcję po polsku. No dobra, a jak wygląda rozgrywka?

    Quidquid agis, prudenter agas et respice finem (Cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i wypatruj końca)

    W grze wcielamy się w potężne rody starożytnego Rzymu dążące do zdobycia bogactw, chwały i władzy. Warunki jakie musimy spełnić by wygrać opisane zostały na kartach wwrunków zwycięstw, które możemy losować lub dobierać sobie w zależności od liczby graczy i planowanej długości rozgrywki. Karty podają kilka warunków, lecz zazwyczaj musimy spełnić tylko niektóre z nich by wygrać i to od nas zależy które. W końcowym rozliczeniu chodzi więc o to, kto szybciej zgromadzi niezbędną ilość denarów, legionów, laurowych wieńców, przekonanych do swego rodu frakcji czy zdobędzie urząd trybuna lub zostanie zauważony przez bogów (a raczej przez ich ziemskich pracowników). W przypadku remisu rozgrywkę rozpatruje się używając podanej punktacji. Każda runda podzielona jest na fazy. W fazie pierwszej na planszy rozkładane sa karty frakcji, które są w zasadzie sercem i siłą napędową gry. Karty dotyczą takich frakcji jak gladiatorzy, legaci, pretorianie, plebejusze, patrycjusze, westalki i senatorowie. Karty układa się według odmiennych zasad na każdym polu symbolizującym jakiś znaczący budynek w Rzymie. W kolejnej fazie gracze, ustawiają przy wybranych budynkach piony swoich podwładnych, czy też zwolenników, by zdobyć karty znajdujące się na ich polach. Mogą ustawiać również piony na specjalnych polach frakcji u góry planszy, by próbować przejąć nad nimi kontrole w późniejszej fazie. W fazie trzeciej gracze starają się pozyskać karty. Czasami muszą za nie zapłacić, czasami licytować się z innymi graczami, a czasami wykonać inną czynność wynikającą z zasad. Tak, żeby było ciekawiej ;) Następnie starają się przejąć kontrolę nad frakcjami, gdzie ustawili pionki zwolenników. Jeśli frakcja jest pod kontrolą innego gracza, to muszą wystawić lepszy zestaw kart od tego, który kontroluje frakcję. Podobnie się dzieje kiedy dwóch graczy stara się przejąć tę samą frakcję. Tylko jeden wygrywa. Każde udane przejęcie przynosi graczowi konkretne korzyści, zwykle odmienne dla każdej frakcji. Są to np. pieniądze, liście laurowe czy możliwość nasłania skrytobójcy by osłabić zestaw kart kontrolujący frakcję. Po tym nastepuje czerpanie profitów z kontroli frakcji w danej rundzie, podobnie jak w przypadku przejęcia zwykle charakterystyczne dla każdej frakcji. Na sam koniec licytuje się rydwan, z pomocą którego można w kolejnej rundzie zabezpieczyć kontrolowaną frakcję przed przejęciem. A potem juz tylko sprzątnięcie pozostałych kart, przekazanie znacznika pierwszego gracza kolejnemu graczowi i można zaczynać nastepna rundę.

    Beati, qui non viderunt et crediderunt (Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli)

    Początkowo reguły mogą wydawać się dość skomplikowane, lecz po pierwszej grze wszystko staje się na tyle jasne by grać bez ciągłego zaglądania do zasad. Nie mam doświadczenia z tego typu grami lecz musze przyznać, że grało mi się naprawdę przyjemnie. Na razie grałem tylko z jedną osoba, lecz podejrzewam, że przy wiekszej ilości graczy tytuł ten rozwija skrzydła. Możliwość interakcji poprzez licytacje czy wzajemne "podbieranie" sobie frakcji wzbudza wiele emocji i wymaga od nas planowania posunieć, a czasami i blefu czy pokerowej miny. Gra nie wstrząsnęła mną jako coś bardzo odkrywczego, obyło się bez "łaaał", ale szczerze muszę przyznać, że mnie osobiście się podoba i przez najbliższy czas będę testował jej grywalność. Dodatkowym atutem jest temat jaki użyto w tej grze, przynajmniej dla mnie. Starożytność ma to coś magicznego i fajnie jest wyobrażać sobie w czasie gry, że wysyłamy agentów do ludu, by przekonać go, że warto wybrać naszą skromną osobę na trybuna czy namówić pretorian by wsparli nas w działaniach.

    Finis

    Komentarze

    Komentarze

    Zaloguj się aby dodać komentarz


    Warhammer: Invasion Core Set - minirecenzja

    2010.12.28 13:03

    Gra planszowa: Warhammer: Inwazja (Invasion) LCG Zestaw podstawowy

    Święta, święta i po świętach, ale przynajmniej coś po nich przyjemnego pozostało (poza znacznie wyższymi wartościami wskazywanymi przez łazienkową wagę). Po uprzednim poinstruowaniu Św. Mikołaja co do oczekiwań, pod choinką znalazłem pięknie zapakowane pudło zawierające Warhammer: Invasion Core Set. Mikołaj się spisał i obyło się dąsów i płaczu przy rozpakowywaniu prezentów ;)

    Pierwsze starcia (jak i kolejne) rozegrałem z moją lepszą połową. Ona Karsnoludy, ja Orkowie. Potem ona Imperium, ja Chaos. Na początku oczywiście standardowe przegryzanie sie przez zasady oraz trawienie ich w powolnym tempie. Kiedy się z tym uporaliśmy zaczęliśmy grać. Sądziłem, że jako były gracz w Magic:The Gathering będę miał przewagę, ale szybko okazało się, że wręcz przeciwnie. Emilia nie była skażona nawykami wyniesionymi z innych gier karcianych, ta jest jej pierwszą, więc nie miała problemów z podążaniem za zasadami. Ja natomiast musiałem się powstrzymywać przed tapowaniem jednostek przy ataku czy użyciu umiejętności, nie atakowałem jednostką w turze, w której została wystawiona albo zapominałem deklarowania strefy ataku. "Gatheringowcy" zapewnie wiedzą z czego to wynika ;) W końcu sie przywyczaiłem i szczerze moge powiedzieć (napisać?), że gra cholernie mi się podoba. Pomijam fakt, że uwielbiam klimaty Warhammera. Mechanika gry pozwala na ciekawe zagrania i wymaga kombinowania jak podejść przeciwnika. Obecnośc 3 stref w stolicy wymaga od nas decyzji gdzie najlepiej położyć daną kartę, czy zależy nam w danej chwili na surowcach, ilości dociąganych kart, silnym ataku czy obronie stref. Źle zarządzamy stolicą i nagle znajdujemy się w sytuacji gdy tylko dokładamy kolejne rozwinięcia podnoszące ilośc punktów życia strefy, by zapobiec spaleniu jej przez ciagle atakującego przeciwnika. Co tu dużo mówić (pisać?) - gra bardzo ciekawa, pasjonująca, będąca czymś pośrednim pomiędzy karcianka kolekcjonerską, a gra planszową. Szczerze polecam i już myślę o dodatku "Szturm na Uthuan", który zamierzam dokupić na początek.

    Komentarze

    Komentarze

    Img_0072_tiny Andrzej :

    Fajny prezent :)

    To ja poproszę o wytłumaczenie zasad podczas najbliższego spotkania. W końcu pierwsze miejsce w rankingu, wypada poznać.


    002_tiny Raphus :

    Jak widzę gra spodobała się Tobie skoro dodałeś ją do "Chcę mieć" :)


    Img_0072_tiny Andrzej :

    Spodobała się :) Dzięki za wytłumaczenie zasad!

    Na razie dałem jej wstępna ocenę 8. Widzę w tej grze duży potencjał, ale troche nie potrafię się wczuć w świat gry jeszcze...

    Wydaje się być świetna na 2 osoby, to główny powód dlaczego ją chcę :)


    Zaloguj się aby dodać komentarz


    Dungeon & Dragons: Castle Ravenloft - Pierwsze Starcie.

    2010.09.20 00:05

    Gra planszowa: Dungeons & Dragons: Castle Ravenloft Board Game

    No i w moje łapska wpadła kolejna gra kooperacyjna. Nie wiem jak to się dzieje, ale głownie takie kupuję. Tym razem jest to "Dungeon & Dragons: Castle Ravenloft" - gra planszowa osadzona w świecie znanym z gier RPG. Dla mnie to prawdziwa podróż sentymentalna. Aaaach, te czasy kiedy człowiek nie musiał się martwić o nic, bo wikt i opierunek dostarczali rodziciele, więc mógł spokojnie spędzać czas turlając kości z przyjaciółmi i wesoło wyrzynać hordy goblinów i prowadzić dyskusje ze smokami.

    No ale do rzeczy.

    Pudło z grą naprawdę robi wrażenie. Długość i szerokość podobna do pudełka Arkham Horror, ale wysokość pudła dwa razy większa. Po otwarciu pokrywy znalazłem leżące na wierzchu dwie książeczki: zasady i scenariusze. Pod spodem znajdowały się wytłoczki z żetonami i modułami do tworzenia planszy leżace na przegródkach, w których znalazłem resztę elementów czyli karty, figurki oraz kość dwudziestościenną. Po podniesieniu przegródek okazało się, że znajdują się tam kolejne wytłoczki. Na początek przyjrzałem się figurkom. Pięknie wykonane i szczegółowe. Moją uwagę zwróciła największa spośród nich figurka drakolicza Gravestorma. Robi wrażenie. Sądzę, że będzie się ładnie prezentowała jako ozdoba pólki z grami. Może kiedyś odważę się ją pomalować;) Reszta figurek również świetna. W zestawie znajdują się figurki potworów, zwierząt, bohaterów oraz głównych złoczyńców takich jak wampir Hrabia Strahd, wyjąca wiedźma czy właśnie drakolicz Gravestorm. Po figurkach przyszła kolej na karty. Jest ich całkiem sporo i dzielą się na kilka talii: skarbów, potworów, spotkań i umiejętności Boahterów. Dodatkowo dostajemy jeszcze kilka kart ze ściągą kolejności faz rozgrywki jako pomoc dla początkujących graczy. Mała rzecz, a przydatna. Grafika na kartach jest prosta, ograniczająca się głównie do tekstu. Brakowało mi trochę klimatycznych obrazków na kartach, ale może dzięki temu karty są bardziej przejrzyste i czytelne. Oceńcie sami. Zawiodłem się trochę na materiale, z którego karty są wykonane. Wydają mi się trochę zbyt cienkie, a przez to podatne na odkształcenia. Za to w pełni zadowoliły mnie moduły i wytłoczki. Są grube i raczej trudne do zniszczenia. I też jest ich dużo. Kiedy przystąpiłem do wyciągania poszczególnych elementów z wytłoczek miałem wrażenie, że to się nie skończy. Miłym zaskoczeniem były dla mnie karty Bohaterów i głównych złoczyńców, które znalazłem właśnie w wytłoczkach. Wydrukowane na grubej tekturze o tej samej grubości co żetony i moduły sprawiają wrażenie pancernych. Przemyślane przegródki wewnątrz pudła pozwalają trzymać to wszystko posegregowane i w należytym porządku, przez co rozkładanie i składanie gry staje się wiele mniej pracochłonne.  I to chyba na tyle jeśli chodzi o elementy gry.

    Po kompletnym rozpakowaniu i dokładnej inspekcji wszystkich elementów zabrałem się za czytanie instrukcji. I tutaj chłopaki z Wizards of the Coast się nie popisali. Instruksja sprawia wrażenie napisanej "na szybko", pozbawiona jest przykładów jak rozgrywać poszczególne fazy i generalnie uboga w treść. Po jej przeczytaniu musiałem zasiąść przed komputerem i poszukać w internecie odpowiedzi na wiele trapiących mnie pytań. Co prawda mechanika gry nie jest przesadnie skomplikowana, ale wiele rzeczy nawet po przeczytaniu instrukcji pozostaje niejasna. Czekam na jakieś oficjane uzupełnienie lub nowszą wersję.

    Co do zasad, to są całkiem proste. Każdy z graczy wybiera sobie Bohatera, który będzie przemierzał labirynty pod zamkiem oraz umiejętności, które będzie wykorzystywał. Do wyboru mamy takie postacie jak krasnoludzki kleryk, ludzki strażnik czy drakoński wojownik. Każdy z nich może wybrać dostępne, przypisane do klasy i rasy, umiejętności. Umiejętności te w zależności od rodzaju można użyć tylko raz (chyba, że w trakcie przygody pojawi się mozliwość kolejnego wykorzystania) albo co turę. Wcześniej należy dokonać jeszcze wyboru scenariusza z dostarczonej książeczki i odpowiednio przygotować początkowe elementy planszy. Każdy scenariusz wprowadza dodatkowo własne zasady, które w ciekawy sposób urozmaicają rozgrywkę.  Kiedy już wszystko mamy ustawione możemy rozpocząć rozgrywkę.

    W najkrótszym ujęciu rozgrywka polega na przemierzaniu mrocznych tunali i unikaniu śmierci. Każdy z graczy w swojej turze ma trzy fazy: Fazę Bohatera, Fazę Eksploracji i Fazę Złoczyńców. W pierwszej fazie Bohater może wykonywać ruch i atakować, w drugiej dokładać kolejne moduły planszy i losować potwory, które pojawiają się w tunelach, a w trzeciej ciągnąć karty spotkań i otrzymywać łomot od wcześniej wylosowanych potworów. Potwory w tej fazie atakują według zasad dokładnie opisanych na ich karcie. Mechanika walki jest prosta i nie wymaga szczególnych umiejętności matematycznych ani taktycznych. Po prostu do rzutu kością dodaje sie premię ataku wykorzystywanej umiejętności. Jeśli suma jest wyższa niż klasa pancerza przeciwnika zadaje się ilość obrażeń opisanych na karcie owej umiejętności. Proste i dające dużo radości. Do tego wszystkiego dostajemy jeszcze wspomniane karty spotkań zawieracące ataki z zaskopczenia, mordercze pułapki czy wpływ otoczenia na bohaterów (na przykład chmary nietoperzy utrudniające strzelanie).

    Podsumowując - gra nie jest skomplikowana, ale daje poczucie rozrywki na wysokim poziomie. Choć nie wymaga stosowania zaawansowanych strategii trzeba czasami ruszyć głową, żeby wykorzystując dostępne Bohaterowi elementy usunąć z drogi jakąś przeszkodę, czy to w postaci potwora czy pułapki.Odnoszę wrażenie, że wraz z innymi scenariuszami pojawią się poważniejsze wywania i trzeba będzie się nieźle napocić by wygrać. Po jednej rozgrywce nie jestem na razie w stanie więcej napisać. Wraz z moją lubą rozegraliśmy dopiero jeden scenariusz, który niestety przegraliśmy (potem zorientowałem się, że graliśmy na trudniejszym poziomie, przydzielając Bohaterom tylko jedno Leczenie zamiast przepisowych dwóch). Podejrzewam również, że sam Hrabia Strahd maczał swoje paluchy w rozgrywce, bo jak inaczej można tłumaczyć fakt, że na ataki swojego Bohatera wyrzucałem same piątki i szóstki, a na ataki potworów próbujących złoić mi skóre same liczby w przedziale od 15 do 20, i to całkiem sporo było tych dwudziestek.

    Po kolejnych przygodach z "D&D: Castle Ravenloft" obiecuję napisać coś więcej.

    Komentarze

    Komentarze

    Zaloguj się aby dodać komentarz


    Planszówki na kompa

    2010.08.08 21:56

    Gra planszowa: Conflict of Heroes: Awakening the Bear! Russia 1941-1942

    Przy okazji czytania różnego rodzaju recenzji i artykułów na temat "Conflict of Heroes" natrafiłem na taki oto ciekawy programik: http://www.zuntzu.com

    Jest to narzędzie pozwalające na granie w planszówki przez internet. Wystarczy zainstalować programik, sciagnąć plik gry, często dostępny na stronie producenta wersji kartonowej, uruchomić go w tym programiku i voila!

    Możliwości programu jeszcze nie znam. Właśnie go testuje z "Conflict of Heroes", ale zapowiada się miodnie. Zresztą, spróbujcie sami. Tytułów jest mnóstwo i nic nie kosztują ;)

    Komentarze

    Komentarze

    Img_0072_tiny Andrzej :

    Wygląda na to, że wymagany jest Windows :(


    Zaloguj się aby dodać komentarz


    Karta szczepień obowiązkowa.

    2010.07.18 00:41

    Gra planszowa: Pandemic

    W Afryce szaleje cholera. Światowa Organizacja Zdrowia ogłasza alarm pandemiczny. W zachodniej Azji nasila się zachorowalność na SARS, a z Europy dochodzą niepokojące wieści o zwiększającej się liczbie zarażonych wąglikiem. Amerykańskie Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorób w Atlancie wysyła do akcji swoich najlepszych specjalistów. Od ich działań zależą teraz losy świata.

     

    Pozwoliłem sobie na małą dramatyzację, aby oddać choć w części klimat gry „Pandemic”, która niedawno trafiła pod moją strzechę. Od jakiegoś czasu szukałem gry kooperacyjnej, która w przeciwieństwie do np. „Arkham Horror” do rozgrywki nie wymagałaby całego dnia i stołu wielkości pokładu lotniskowca. Mój wybór padł właśnie na „Pandemic”. Grę zakupiłem od razu z dodatkiem o złowieszczo brzmiącym tytule „Na krawędzi” („On the Brink”) i wcale nie chodzi o film ze słynnym aktorem o spojrzeniu znudzonego basseta. Ale o samym dodatku innym razem. Chciałem się podzielić swoimi wrażeniami z mojej pierwszej rozgrywki w podstawkę. A właściwie z dwóch.

     

    Obie gry rozegrałem z moją dziewczyną, którą temat chorób zakaźnych żywo zainteresował ;) Grę ustawiliśmy na poziom trudności Gra Wprowadzająca. Do gry wykorzystaliśmy kilka elementów z dodatku: poprawioną kartę Eksperta Operacyjnego*, mniejsze pionki, a także szalki Petriego na znaczniki chorób i dla klimatu.

     

    Pierwsza gra toczyła się z początku dość wolno, bo choć zasady są proste to często do nich zaglądaliśmy, by upewnić się co do poprawności niektórych działań. W końcu połapaliśmy się o co dokładnie chodzi i zajęliśmy się ratowaniem świata. Po około godzinie gry stanęliśmy na skraju przepaści i szykowaliśmy się do ostatecznego i zwycięskiego skoku. Mieliśmy odkryte 3 szczepionki, znacznik Wybuchów Epidemii stał na polu 6, ja (Medyk) właśnie zakończyłem fazę akcji, w której przekazałem Emilii (Dyspozytor) stojącej na polu ze Stacją Badawczą, piątą kartę potrzebną do odkrycia czwartej szczepionki, rozegrałem fazę dobrania kart (dwóch ostatnich, które zostały na stosie) i pociągnąłem 3 karty infekcji. Już pierwsza z nich spowodowała piekło. Kolejny znacznik czerwonej choroby gdzieś we wschodniej Azji (już nie pamiętam dokładnie gdzie) spowodował epidemię, a ta spowodowała kolejną i kolejną, znacznik Wybuchów Epidemii przesunął się dwa pola do przodu i wylądował na wyszczerzonej w szyderczym uśmiechu czaszce. Przegraliśmy.

     

    Do drugiej gry podeszliśmy już w zupełnie inny sposób. Wspólnie omawialiśmy kolejne posunięcia, planowaliśmy naprzód, szykowaliśmy się na najgorsze. Czasami etap planowania zajmował więcej czasu niż samych ruchów i ciągnięcia kart. Emocji było przy tym co niemiara. Nie raz ciągnąc Kartę Gracza powtarzaliśmy mantrę w rodzaju „Żółta, żółta, żółta, ...”. I w końcu udało się. Ekspert Operacyjny (ja) i Medyk (Emilia) uratowali świat. Zaraza została pokonana.

     

    imageimage

     

     

    Cóż mogę powiedzieć po dwóch partiach w „Pandemic”? Chcę więcej! Gra potrafi dostarczyć silnych emocji, a jednocześnie ma proste i przejrzyste zasadny. Nadaje się idealnie do grania ze znajomymi czy szybkie rozgrywki, gdy nie ma się zbyt wiele czasu a coś ciągnie człowieka do planszy ;) Ale gra ma też kilka, choć niewielkich, wad. Przede wszystkim wykonanie. Pionki graczy są za duże. W miastach z kilkoma znacznikami chorób i Stacją Badawczą pionek gracza stoi praktycznie już w innym mieście. Na szczęście w dodatku znajdziemy małe pionki idealnie pasujące do formatu planszy. Poza tym na znacznikach chorób i pionkach w zakupionej przeze mnie wersji gry znajdował się jakiś dziwny pył czy brud. Nie wnikałem co to było, tym bardziej, że dało się to łatwo usunąć. Poza tym innych większych uchybień nie zauważyłem.

     

    W mojej ocenie „Pandemic” jest grą warta uwagi i grzechem by było w nią nie zagrać. Jeśli tylko masz 10 i więcej lat, masz 45-60 minut czasu i posiadasz od 1 do 3 znajomych możesz spokojnie zasiadać do „Pandemica” ;) A jeśli podobają się Tobie filmy typu „Epidemia” to jest to tytuł wręcz obowiązkowy. Apsik!

     

    P.S. Coś czuję, że to dopiero początek. Coś groźnego czai się w pudełku z napisem „Pandemic: On the Brink” ;)

     

    *Ekspert Operacyjny został poprawiony w dodatku "On the Brink" - uzyskuje dodatkową zdolność: "Raz na turę, w ramach 1 akcji, jeżeli twój pionek znajduje się w Stacji Badawczej, możesz odrzucić kartę dowolnego miasta by przenieść się do innego dowolnego miasta."

    Komentarze

    Komentarze

    Img_0175_tiny Gosia :

    Jakiś czas temu graliśmy w Pandemic w cztery osoby, z Moniką, Tomkiem i Andrzejem. Dla mnie i Andrzeja był to pierwszy raz. Gra nam sie spodobala, nawet pomyslelismy o kupnie, ale potem bylismy na festiwalu gier planszowych, poznalismy inne gry i o Pandemicu jakos sie zapomnialo. Ale po przeczytaniu artykułu, przypomnialo mi sie jak fajnie nam sie gralo i znowu mam ochote zagrac i tym razem kupic Pandemic :))
    Dzieki


    Zaloguj się aby dodać komentarz