Primus inter pares

Autor: 002_tiny Raphus
Powiązana gra: Tribune

Dlaczego "Tribune"? A to dlatego, że postanowiłem dla odmiany spóbować czegoś co nie jest ani kooperacyjnym ratowaniem świata, ani uszczuplaniem populacji potworów wszelakich. W związku z tym veni, vidi, vici - do sklepu przybyłem, "Tribune" zobaczyłem i zakupiłem oraz zwyciężyłem, a właściwie to przegrałem pierwszą rozgrywkę. Ale po kolei.

Nuda veritas (Naga prawda)

Pudełko, jak przystało na standardy, do których przyzwyczaił nas FFG, jest duże, solidne i ozdobione klimatyczną grafiką. Jeden rzut oka na nie i wiemy, że mamy do czynienia z grą traktującą o polityce starożytnego Rzymu. Ale bez obaw, gra, w przeciwieństwie do owej polityki, nie jest tak skomplikowana i nie pozbawia graczy życia ;) W pudełku znajdujemy porządnie wykonana planszę, z polami na karty pomysłowo wkomponowanymi w wizerunki klasycznych budowli oraz oczywiście resztę elementów, czyli masę kart, żetonów i pionki. Wszystko to wykonane jest bardzo ładnie z przejrzystymi i łatwymi do odczytania symbolami. Dodatkowo pudło wyposażone jest w wytłoczkę przydatną przy utrzymaniu komponentów posegregowanych i w należytym porządku. Cieszy również fakt, że niektóre żetony są w większej ilości niż niezbędne jest do prowadzenia rozgrywki, ma się w ten sposób zawsze jakieś zapasowe w przypadku zgubienia. Ale nie wszystko jest tak różowe, czy raczej purpurowe niczym szaty cesarza. Karty mają niestandardową wielkość i praktycznie nie ma dostepnych na rynku koszulek, które by do nich pasowały. Karty rodzin natomiast są trochę zbyt cienkie i giętkie, jak na ich wielkość, choć nie jest to specjalnie problemem. Kolejną rzeczą jest znacznik rydwanu, który po złożeniu jest troszkę za duży. Sądzę, że z powodzeniem można go było zastąpić czymś mniejszym, na przykład wykonanym z jednego kawałka drewna znacznikiem w odpowiednim kształcie. Więcej grzechów nie zauważyłem, choć pewnie i tak się za bardzo czepiam tych zauważonych ;) Uzupełnieniem całości jest oczywiście instrukcja, która została napisana zrozumiale i z przykładami. Dystrybutor w Polsce dorzuca również instrukcję po polsku. No dobra, a jak wygląda rozgrywka?

Quidquid agis, prudenter agas et respice finem (Cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i wypatruj końca)

W grze wcielamy się w potężne rody starożytnego Rzymu dążące do zdobycia bogactw, chwały i władzy. Warunki jakie musimy spełnić by wygrać opisane zostały na kartach wwrunków zwycięstw, które możemy losować lub dobierać sobie w zależności od liczby graczy i planowanej długości rozgrywki. Karty podają kilka warunków, lecz zazwyczaj musimy spełnić tylko niektóre z nich by wygrać i to od nas zależy które. W końcowym rozliczeniu chodzi więc o to, kto szybciej zgromadzi niezbędną ilość denarów, legionów, laurowych wieńców, przekonanych do swego rodu frakcji czy zdobędzie urząd trybuna lub zostanie zauważony przez bogów (a raczej przez ich ziemskich pracowników). W przypadku remisu rozgrywkę rozpatruje się używając podanej punktacji. Każda runda podzielona jest na fazy. W fazie pierwszej na planszy rozkładane sa karty frakcji, które są w zasadzie sercem i siłą napędową gry. Karty dotyczą takich frakcji jak gladiatorzy, legaci, pretorianie, plebejusze, patrycjusze, westalki i senatorowie. Karty układa się według odmiennych zasad na każdym polu symbolizującym jakiś znaczący budynek w Rzymie. W kolejnej fazie gracze, ustawiają przy wybranych budynkach piony swoich podwładnych, czy też zwolenników, by zdobyć karty znajdujące się na ich polach. Mogą ustawiać również piony na specjalnych polach frakcji u góry planszy, by próbować przejąć nad nimi kontrole w późniejszej fazie. W fazie trzeciej gracze starają się pozyskać karty. Czasami muszą za nie zapłacić, czasami licytować się z innymi graczami, a czasami wykonać inną czynność wynikającą z zasad. Tak, żeby było ciekawiej ;) Następnie starają się przejąć kontrolę nad frakcjami, gdzie ustawili pionki zwolenników. Jeśli frakcja jest pod kontrolą innego gracza, to muszą wystawić lepszy zestaw kart od tego, który kontroluje frakcję. Podobnie się dzieje kiedy dwóch graczy stara się przejąć tę samą frakcję. Tylko jeden wygrywa. Każde udane przejęcie przynosi graczowi konkretne korzyści, zwykle odmienne dla każdej frakcji. Są to np. pieniądze, liście laurowe czy możliwość nasłania skrytobójcy by osłabić zestaw kart kontrolujący frakcję. Po tym nastepuje czerpanie profitów z kontroli frakcji w danej rundzie, podobnie jak w przypadku przejęcia zwykle charakterystyczne dla każdej frakcji. Na sam koniec licytuje się rydwan, z pomocą którego można w kolejnej rundzie zabezpieczyć kontrolowaną frakcję przed przejęciem. A potem juz tylko sprzątnięcie pozostałych kart, przekazanie znacznika pierwszego gracza kolejnemu graczowi i można zaczynać nastepna rundę.

Beati, qui non viderunt et crediderunt (Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli)

Początkowo reguły mogą wydawać się dość skomplikowane, lecz po pierwszej grze wszystko staje się na tyle jasne by grać bez ciągłego zaglądania do zasad. Nie mam doświadczenia z tego typu grami lecz musze przyznać, że grało mi się naprawdę przyjemnie. Na razie grałem tylko z jedną osoba, lecz podejrzewam, że przy wiekszej ilości graczy tytuł ten rozwija skrzydła. Możliwość interakcji poprzez licytacje czy wzajemne "podbieranie" sobie frakcji wzbudza wiele emocji i wymaga od nas planowania posunieć, a czasami i blefu czy pokerowej miny. Gra nie wstrząsnęła mną jako coś bardzo odkrywczego, obyło się bez "łaaał", ale szczerze muszę przyznać, że mnie osobiście się podoba i przez najbliższy czas będę testował jej grywalność. Dodatkowym atutem jest temat jaki użyto w tej grze, przynajmniej dla mnie. Starożytność ma to coś magicznego i fajnie jest wyobrażać sobie w czasie gry, że wysyłamy agentów do ludu, by przekonać go, że warto wybrać naszą skromną osobę na trybuna czy namówić pretorian by wsparli nas w działaniach.

Finis

Komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz

Back