Dungeon & Dragons: Castle Ravenloft - Pierwsze Starcie.

Autor: 002_tiny Raphus
Powiązana gra: Dungeons & Dragons: Castle Ravenloft Board Game

No i w moje łapska wpadła kolejna gra kooperacyjna. Nie wiem jak to się dzieje, ale głownie takie kupuję. Tym razem jest to "Dungeon & Dragons: Castle Ravenloft" - gra planszowa osadzona w świecie znanym z gier RPG. Dla mnie to prawdziwa podróż sentymentalna. Aaaach, te czasy kiedy człowiek nie musiał się martwić o nic, bo wikt i opierunek dostarczali rodziciele, więc mógł spokojnie spędzać czas turlając kości z przyjaciółmi i wesoło wyrzynać hordy goblinów i prowadzić dyskusje ze smokami.

No ale do rzeczy.

Pudło z grą naprawdę robi wrażenie. Długość i szerokość podobna do pudełka Arkham Horror, ale wysokość pudła dwa razy większa. Po otwarciu pokrywy znalazłem leżące na wierzchu dwie książeczki: zasady i scenariusze. Pod spodem znajdowały się wytłoczki z żetonami i modułami do tworzenia planszy leżace na przegródkach, w których znalazłem resztę elementów czyli karty, figurki oraz kość dwudziestościenną. Po podniesieniu przegródek okazało się, że znajdują się tam kolejne wytłoczki. Na początek przyjrzałem się figurkom. Pięknie wykonane i szczegółowe. Moją uwagę zwróciła największa spośród nich figurka drakolicza Gravestorma. Robi wrażenie. Sądzę, że będzie się ładnie prezentowała jako ozdoba pólki z grami. Może kiedyś odważę się ją pomalować;) Reszta figurek również świetna. W zestawie znajdują się figurki potworów, zwierząt, bohaterów oraz głównych złoczyńców takich jak wampir Hrabia Strahd, wyjąca wiedźma czy właśnie drakolicz Gravestorm. Po figurkach przyszła kolej na karty. Jest ich całkiem sporo i dzielą się na kilka talii: skarbów, potworów, spotkań i umiejętności Boahterów. Dodatkowo dostajemy jeszcze kilka kart ze ściągą kolejności faz rozgrywki jako pomoc dla początkujących graczy. Mała rzecz, a przydatna. Grafika na kartach jest prosta, ograniczająca się głównie do tekstu. Brakowało mi trochę klimatycznych obrazków na kartach, ale może dzięki temu karty są bardziej przejrzyste i czytelne. Oceńcie sami. Zawiodłem się trochę na materiale, z którego karty są wykonane. Wydają mi się trochę zbyt cienkie, a przez to podatne na odkształcenia. Za to w pełni zadowoliły mnie moduły i wytłoczki. Są grube i raczej trudne do zniszczenia. I też jest ich dużo. Kiedy przystąpiłem do wyciągania poszczególnych elementów z wytłoczek miałem wrażenie, że to się nie skończy. Miłym zaskoczeniem były dla mnie karty Bohaterów i głównych złoczyńców, które znalazłem właśnie w wytłoczkach. Wydrukowane na grubej tekturze o tej samej grubości co żetony i moduły sprawiają wrażenie pancernych. Przemyślane przegródki wewnątrz pudła pozwalają trzymać to wszystko posegregowane i w należytym porządku, przez co rozkładanie i składanie gry staje się wiele mniej pracochłonne.  I to chyba na tyle jeśli chodzi o elementy gry.

Po kompletnym rozpakowaniu i dokładnej inspekcji wszystkich elementów zabrałem się za czytanie instrukcji. I tutaj chłopaki z Wizards of the Coast się nie popisali. Instruksja sprawia wrażenie napisanej "na szybko", pozbawiona jest przykładów jak rozgrywać poszczególne fazy i generalnie uboga w treść. Po jej przeczytaniu musiałem zasiąść przed komputerem i poszukać w internecie odpowiedzi na wiele trapiących mnie pytań. Co prawda mechanika gry nie jest przesadnie skomplikowana, ale wiele rzeczy nawet po przeczytaniu instrukcji pozostaje niejasna. Czekam na jakieś oficjane uzupełnienie lub nowszą wersję.

Co do zasad, to są całkiem proste. Każdy z graczy wybiera sobie Bohatera, który będzie przemierzał labirynty pod zamkiem oraz umiejętności, które będzie wykorzystywał. Do wyboru mamy takie postacie jak krasnoludzki kleryk, ludzki strażnik czy drakoński wojownik. Każdy z nich może wybrać dostępne, przypisane do klasy i rasy, umiejętności. Umiejętności te w zależności od rodzaju można użyć tylko raz (chyba, że w trakcie przygody pojawi się mozliwość kolejnego wykorzystania) albo co turę. Wcześniej należy dokonać jeszcze wyboru scenariusza z dostarczonej książeczki i odpowiednio przygotować początkowe elementy planszy. Każdy scenariusz wprowadza dodatkowo własne zasady, które w ciekawy sposób urozmaicają rozgrywkę.  Kiedy już wszystko mamy ustawione możemy rozpocząć rozgrywkę.

W najkrótszym ujęciu rozgrywka polega na przemierzaniu mrocznych tunali i unikaniu śmierci. Każdy z graczy w swojej turze ma trzy fazy: Fazę Bohatera, Fazę Eksploracji i Fazę Złoczyńców. W pierwszej fazie Bohater może wykonywać ruch i atakować, w drugiej dokładać kolejne moduły planszy i losować potwory, które pojawiają się w tunelach, a w trzeciej ciągnąć karty spotkań i otrzymywać łomot od wcześniej wylosowanych potworów. Potwory w tej fazie atakują według zasad dokładnie opisanych na ich karcie. Mechanika walki jest prosta i nie wymaga szczególnych umiejętności matematycznych ani taktycznych. Po prostu do rzutu kością dodaje sie premię ataku wykorzystywanej umiejętności. Jeśli suma jest wyższa niż klasa pancerza przeciwnika zadaje się ilość obrażeń opisanych na karcie owej umiejętności. Proste i dające dużo radości. Do tego wszystkiego dostajemy jeszcze wspomniane karty spotkań zawieracące ataki z zaskopczenia, mordercze pułapki czy wpływ otoczenia na bohaterów (na przykład chmary nietoperzy utrudniające strzelanie).

Podsumowując - gra nie jest skomplikowana, ale daje poczucie rozrywki na wysokim poziomie. Choć nie wymaga stosowania zaawansowanych strategii trzeba czasami ruszyć głową, żeby wykorzystując dostępne Bohaterowi elementy usunąć z drogi jakąś przeszkodę, czy to w postaci potwora czy pułapki.Odnoszę wrażenie, że wraz z innymi scenariuszami pojawią się poważniejsze wywania i trzeba będzie się nieźle napocić by wygrać. Po jednej rozgrywce nie jestem na razie w stanie więcej napisać. Wraz z moją lubą rozegraliśmy dopiero jeden scenariusz, który niestety przegraliśmy (potem zorientowałem się, że graliśmy na trudniejszym poziomie, przydzielając Bohaterom tylko jedno Leczenie zamiast przepisowych dwóch). Podejrzewam również, że sam Hrabia Strahd maczał swoje paluchy w rozgrywce, bo jak inaczej można tłumaczyć fakt, że na ataki swojego Bohatera wyrzucałem same piątki i szóstki, a na ataki potworów próbujących złoić mi skóre same liczby w przedziale od 15 do 20, i to całkiem sporo było tych dwudziestek.

Po kolejnych przygodach z "D&D: Castle Ravenloft" obiecuję napisać coś więcej.

Komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz

Back